sobota, 13 czerwca 2015

Książę Persji: Piaski czasu


7/10
Fantasy, Przygodowy
czas trwania: 2h
oryginalny tytuł: Prince of Persia: The Sands of Time
premiera: 2010
reżyseria: Mike Newell
scenariusz: Boaz Yakin, Carlo Bernand, Doug Miro
produkcja: USA
obsada: Jake Gyllenhaal, Gemma Arterton

Król Persji ma dwóch synów jednak wyrocznia wciąż powtarza mu, że to za mało. Widząc na targu odważny wyczyn osieroconego chłopca imieniem Dastan, uznaje go jako swojego trzeciego syna. Kiedy chłopak dorasta zostaje oskarżony o zamordowanie władcy. Jego ostatnią nadzieją jest odnalezienie piasku, który mógłby cofnąć czas.




"Książę Persji" to przyjemny, lekki i niesamowicie wciągający film dla całej rodziny. Pierwszy raz oglądałam go właśnie z rodzicami. Film powstał na bazie gry wideo pod tym samym tytułem, o której pewnie tak samo jak większość z was, nigdy w życiu nie słyszałam. Zarówno postać Dastana jak i Taminy budzi ogromną sympatie (kibicowałam im z całych sił). Minusem są okropne efekty specjalne pod koniec filmu ale co do reszty nie mam żadnych zastrzeżeń. Twórcy parę razy zaskakują dlatego ogląda się go z jeszcze większym zainteresowaniem. Polecam na wieczór z kocykiem, ciepłym napojem i czymś do chrupania ;)




piątek, 12 czerwca 2015

Dosięgnąć kosmosu



9/10
Biograficzny, Dramat
czas trwania: 1h 50min
oryginalny tytuł: October sky
premiera: 1999
reżyseria: Joe Johnston
scenariusz: Lewis Colick
produkcja: USA
obsada: Jake Gyllenhaal, Laura Dern 


Zainspirowany pierwszym sztucznym satelitą Ziemi, 17-letni Homer postanawia zbudować własną rakietę. 







Ktoś powiedział kiedyś, że najlepsze historie pisze życie. "Dosięgnąć kosmosu" jest na to najlepszym przykładem. Opis filmu nie zachęcił mnie zbytnio do obejrzenia, stwierdziłam, że musi być strasznie nudny i mało emocjonalny. O jak bardzo się myliłam! Dawno nie oglądałam nic równie emocjonalnego i wciągającego. Poznając Homera, jego geniusz i pasję, poczułam się w tym świecie naprawdę mała i bezwartościowa. Młody Gyllenhaal zagrał tą role fenomenalnie, wciąż nie mogę się nadziwić jak bezbłędnie posługuje się mimiką twarzy. W momencie kiedy wjeżdżał do kopalni, ostatni raz spoglądając w niebo, miałam łzy w oczach. Tym wzrokiem żegnał się ze swoimi marzeniami i wszystkimi pragnieniami. Nawet nie chodziło o  to, że czułam ten jego żal. Po prostu nie mogłam znieść myśli że ktoś tak zdolny się zmarnuje, że zostanie mu odebrane wszystko co ma, że nie jest akceptowany i rozumiany przez innych, że ta kopalnia zabije jakąś jego część, jego młodość, zapał, duszę i zdrowie. Tutaj ogromne brawa dla reżysera, który swoimi świetnymi ujęciami tak wspaniale potrafił przekazać wszystkie emocje. Na pewno nie jeden raz sięgnę jeszcze po jego filmy. Po obejrzeniu tego arcydzieła złapałam na chwilę "zawias", nie mogło do mnie dotrzeć, że to historia na faktach. Jednocześnie tak prosta i tak zawikłana, po prostu piękna. 
W zupełności zgadzam się z opisem "Świetny film". Zdecydowanie jeden z moich ulubionych.




czwartek, 11 czerwca 2015

Rozumiemy się bez słów



7/10
Komedia
czas trwania: 1h 40min
oryginalny tytuł: La famille Belier
premiera: 2014
reżyseria: Eric Lartigau
scenariusz: Victoria Bedos, Stanislas Carre de Malberg, Thomas Bidegain, Eric Lartigau
produkcja: Francja 
obsada: Louane Emera, Karin Viard, Francois Damiens, Eric Elmosnino


Paula jest jedyną słyszącą osobą w rodzinie i na co dzień pomaga jej członkom w funkcjonowaniu w świecie dźwięków. Kiedy nauczyciel śpiewu odkrywa w niej niesamowity talent wokalny, Paula musi wybrać między spełnianiem marzeń a rodziną.



Wybierając się na "Rozumiemy się bez słów" spodziewałam się czegoś bardziej emocjonalnego. Miałam nadzieje, że będzie to jeden z tych filmów, po których wychodzisz z kina i czujesz jak zmienia ci się życie. Niestety nie przeczytałam wcześniej, że jest to komedia. Mimo wszystko, nie żałuje że go obejrzałam. Miałam okazję się pośmiać (choć żarty były typowo francuskie i większość opierała się na przełamywaniu seksualnego tabu), a momentami nawet wzruszyć. Jest to ciekawa i oryginalna historia opowiadająca o życiu nastolatki. Film porusza wątki przyjaźni, pierwszej miłości, życiowych celów, trudnych wyborów i przede wszystkim rodziny. Do gry aktorskiej Louane Emera nie można się doczepić, jednak o wiele bardziej zachwycił mnie jej głos. Po zobaczeniu jak pięknie posługuje się językiem migowym mam ochotę się go nauczyć. Postacie rodziców są mocno przerysowane, co (o ironio!) nadaje filmowi jeszcze więcej uroku. Karin Viard i Francois Damiens świetnie sobie poradzili w tej roli. Jeśli chodzi o Illiana Bergala (Gabriel - obiekt westchnień Pauli) to jego osoba bardzo mnie drażniła.  "Rozumiemy się bez słów" to typowa komedia dla całej rodziny z paroma wzruszającymi momentami.





Kod nieśmiertelności


7/10
Thriller, Sci-Fi
czas trwania: 1h 30min
oryginalny tytuł: Source Code
premiera: 2011
reżyseria: Duncan Jones
scenariusz: Ben Ripley
produkcja: USA
obsada: Jake Gyllenhaal, Michelle Monaghan


Kapitan Colter Stevens (Jake Gyllenhaal) budzi się w pociągu, a jego ostatnie wspomnienie to lot helikopterem w Afganistanie. Dowiaduje się, że jest częścią tajnego eksperymentalnego programu, który umożliwia mu przeżycie ostatnich ośmiu minut życia innego człowieka. Colter w kółko przeżywa ten sam incydent w pociągu, za każdym razem zbierając więcej wskazówek potrzebnych do złapania terrorysty, który podkłada bomby w Chicago.



Film obejrzałam głównie ze względu na przystojnego Jake Gyllenhaal'a, jego wielkie oczy i ciekawy tytuł. Jest to rasowe Sci-Fi - alternatywna rzeczywistość, fikcja, nieoczekiwane zwroty akcji, efekty specjalne. Były momenty w których trochę mnie nużył choć muszę przyznać, że większość filmu obejrzałam w napięciu. Ogromnym plusem jest wątek miłosny Coltera (który nie dość że przystojny to bardzo bystry, inteligentny, mądry, zdolny, może lekko porywczy ale sympatyczny, zabawny!) i Christiny, którą z czasem też bardzo polubiłam. Minusem na pewno było to zagmatwanie typowe dla thrillerów, jednak na koniec wszystko zostało dokładnie wyjaśnione, czego nie oczekiwałabym po większości filmów tego gatunku. Gyllenhaal trochę przyćmił Michelle Monaghan, może dlatego że jego bohater był bardziej wysunięty na pierwszy plan. Co do scenariusza i dialogów to były o niebo lepsze od niedopracowanych efektów.